Przygotujcie drogę Panu
Już samo wezwanie z
Izajasza zacytowane w dzisiejszej Ewangelii i w powyższym tytule zawiera
zasadnicza treść Adwentu: ma to być przygotowanie się na przyjęcie
działania Bożego. Zastanówmy się chwile nad tym:
Może jeszcze
pamiętamy, jak swego czasu zakłady pracy, wojsko, młodzież – kogo tylko
dało się zapędzić, na gwałt, nocą, do ostatnich minut, kładło asfaltową
drogę, którą miał przejeżdżać bądź tylko podjechać ówczesny pierwszy
sekretarz, by dokonać jakiegoś uroczystego odsłonięcia lub otwarcia;
malowało się wtedy trawę na zielono, wtykano poucinane w lesie choinki –
byle tylko przez godzinę jakoś to wyglądało. To jest parodia
przygotowywania drogi, bo taka droga niczemu nie służy, jest nietrwała
(dobrze, jak pierwszy sekretarz zdążył odjechać, zanim drzewka zwiędły!)
Gdy Bóg woła, aby
przygotować drogę Chrystusowi, to czyni to nie dla własnej próżności,
ale chce, żeby ta droga służyła nam. I dlatego powinna być zbudowana
solidnie i rzetelnie, by mogła przetrwać liczne deszcze i roztopy, napór
pokus i ciężar grzechów. Bo właśnie taką drogą przychodzi do nas Jezus.
Przychodzi, aby to wszystko sprzątnąć, zmieść z drogi, jak zawadzające
śmieci czy zaspy śniegu. To On dokona tego, co najważniejsze, to Jego
przyjścia wyczekujemy jak zbawienia. Bez Niego nic nie jesteśmy w stanie
uczynić.
Ale drogę dla Jego
przyjścia musimy przygotować właśnie my. Nikt nas w tym nie wyręczy. Co
jest tą drogą? Przede wszystkim nasza wiara, zaufanie do Boga, tęsknota
za Nim, umiłowanie prawdy, dobra, wierność przykazaniom i nauce Bożej. I
wiele innych rzeczy. Ale droga nie jest celem samym w sobie. Celem jest
Bóg i Jego działanie. Tylko Bóg może nas zbawić. Bo ktoś mógłby sobie
pomyśleć: przecież jak już będę dobry, będę zachowywał przykazania, będę
wierny prawdzie, no to chyba za to pójdę do nieba sam przez się?
Owszem, grożą takie
myśli, ale są one niesłuszne. Po pierwsze dlatego, że nikt nie jest w
stanie tego wszystkiego wiernie przestrzegać, tak by nie zgrzeszyć. Cały
Stary Testament, który opierał się na Prawie Mojżeszowym, czyli na
szczegółowych zasadach życia po Bożemu, jest w istocie jedną wielką
opowieścią o tym, jak ludzie pomimo szczerych chęci nie byli w stanie
tego prawa zachować. Nawet sam Mojżesz, Dawid, Salomon, czyli najwięksi
bohaterowie i przykłady dla Żydów, popełniali bardzo poważne grzechy.
Faryzeusze, którzy szczycili się doskonałą znajomością przepisów prawa i
starali się je drobiazgowo wypełniać, w istocie sprawiali tylko pozory
sprawiedliwości, za którymi kryła się obłuda i grzech, jak to odważnie
demaskował Jezus. A wiec człowiek nie jest w stanie o własnych siłach
spełnić tego, co jako normę i niedościgły ideał przedstawił nam Bóg w
Starym Testamencie.
A po drugie: do
istoty zbawienia należy to, że jest ono darem Bożym dla tych, którzy
ufają Bogu i wierzą w Chrystusa. To, co było niewykonalne samemu, staje
się możliwe dzięki łasce Chrystusa. Ale te łaskę trzeba umieć przyjąć,
czyli właśnie przygotować drogę, którą ona do nas przybędzie. O to
właśnie wołał Jan Chrzciciel na pustyni: przyjmijcie do siebie Boga,
bądźcie pokorni, wrażliwi na potrzeby innych, miłosierni, (w Betlejem
właśnie tego zabrakło!) prawdomówni. Przebaczajcie sobie i sami proście
o przebaczenie. Uznajcie przed Bogiem swoją grzeszność i
niesamowystarczalność. Zaufajcie Bogu bardziej niż sobie. Bo to
wszystko, do czego jest zdolny człowiek, nawet za cenę heroizmu, jest
niczym w porównaniu z tym, co może dać nam Bóg. Wobec Niego, sami z
siebie nie jesteśmy godni nawet do najniższej, niewolniczej posługi.
Dlatego nie liczcie na siebie, na swoje zasługi i osobistą świętość. To
tyle co nic, jeśli maiłoby być tylko celem samym w sobie.
Ale przygotowujcie
drogę dla Pana. Jeśli wasza świętość będzie służyć otwarciu się na Boga,
przyjęciu Jego łaski, miłosierdzia i przebaczenia – dopiero wtedy wyda
błogosławione owoce. Pan zobaczy, że jesteście gotowi przyjąć Jego dary
i wtedy okaże swoją szczodrość. I dopiero wtedy ich nie zmarnujecie.
Ks.
Edward Staniek